click me click meclick meclick meclick meclick meclick me
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 lipca 2012

Fructiv Müllera czyli cudowne rozmnożenie owoców za polską granicą?

Jestem nałogową "czytaczką" etykiet produktów spożywczych i nie tylko. Jako że nigdy nie piłam żadnego napoju/jogurtu firmy Müller, to skorzystałam z okazji i kiedy kupili przyjaciele cały zestaw w różnych smakach, zajrzałam do składu tych produktów. Oczywiście zawierają one różne aspartamy, permeaty serwatkowe (??) i inne cukry, ale nie na to chciałam zwrócić Waszą uwagę. Zerknijcie na napój owocowy z mlekiem (tzn tym czymś serwatkowym) Fructiv:
Napój oryginalnie przeznaczony na rynek niemiecki, etykieta po polsku jest naklejona i wygląda tak:
zaznaczony tekst: 43 % owoców w końcowym produkcie
Piękny wynik, ale na oryginalnej niemieckiej etykiecie zawartość owoców wynosi:
zaznaczony tekst: Fruchtgehalt: 40,9 %
40,9 %!
Czyli po przejechaniu polskiej granicy, zawartość owoców (Fruchtgehalt) automatycznie podskakuje o 2,1 %... Magiczne zdolności słupków oznaczających początek Polski? Polskie owoce podstępem wślizgują się do butelki?
Ręce opadają...

niedziela, 29 kwietnia 2012

Czekolada z Manufaktury Czekolady

Ostatnio dostałam w prezencie cztery rodzaje czekolad z Manufaktury Czekolady. Na marginesie: wiedzieliście, że Chińczycy dają prezent "powitalny" przy pierwszym spotkaniu, jeśli wiedzą, że kolejne nastąpi niedługo?
Nie ukrywam, że nie próbowałam wyrobów Manufaktury Czekolady wcześniej ani nie kupowałam ich przez sklep tradycyjny czy też online. Dzisiejszy post będzie więc recenzją tych czterech smaków, które dostałam, a nie firmy jako całości. Na stronie internetowej Manufaktury Czekolady możecie przeczytać informacje o firmie, a także o tym co to jest konszowanie czy temperowanie czekolady. Dowiecie się również, podobnie jak ja, że czekolady Manufaktury produkowane są ręcznie, ze składników jak najbardziej naturalnych, bio i fair :)

Dostałam cztery gatunki czekolady. Jest to czekolada gorzka, deserowa. Wymieniając według zdjęcia: od tyłu do przodu (od czerwonego opakowania do białego):
4. [70% kakao z Ekwadoru] + chilli Peri-Peri
3. [70% kakao z Ghany] + prażone ziarno kakao
2. [70% kakao z Ghany] + kwiat soli morskiej
1. Grand Cru [70% kakao z Ghany]
Na opakowaniu każdej z nich, po stronie wewnętrznej znajduje się informacja o Manufakturze Czekolady i  jej właścicielach. Sama czekolada zapakowana jest w złotko, a między opakowanie zewnętrzne, a złotko włożona jest karteczka z informacją o danej czekoladzie i ciekawymi faktami o czekoladzie.
Na pierwszy ogień poszła czekolada w białym opakowaniu.
Jest to czekolada deserowa Grand Cru, zawierająca 70% kakao z Ghany, którą Manufaktura Czekolady opisuje tak:
"Wspaniałe, głębokie nuty mokrej ziemi, karmelu, palonego drewna i orzechów - wyraźnie wyczuwalne w tej czekoladzie sprawiają, że czuje się ją na długo po zjedzeniu."
Rzeczywiście czuć podczas jedzenia te wszystkie smaki (jest słodko-gorzko-karmelowa) i pozostawia dość długo posmak po jedzeniu.
Od razu widać też na kostkach, że jest to ręczna robota :)
Druga czekolada, w opakowaniu niebieskim to  również czekolada deserowa zawierająca 70% kakao z Ghany...
...ale z dodatkiem Kwiatu Soli Morskiej.
Nic Wam to nie mówi? Mi do tej pory też nie, ale karteczka z wnętrza czekolady wyjaśnia wszystko (patrz fotka obok) :)
Od góry czekolada wygląda zwyczajnie.
Od dołu widać kryształki soli :)
Ta czekolada to strzał w dziesiątkę!! To naprawdę pasuje!!
Czekolada + sól = bomba!!
Trzecia czekolada również zawiera 70% kakao z Ghany, ale dodano do niej również...
...kawałki prażonego ziarna tego kakaowca. 
I znów, od góry zwyczajna...

... a od spodu widoczne ziarna kakaowca.
Czekolada w smaku podobna jest do Grand Cru, ale dodatek ziaren zmienił fakturę czekolady, dając w ustach ciekawy efekt.

Last but not least...
...czekolada z dodatkiem papryczki chilli Peri-Peri.

Jest to jedyna w tym zestawieniu czekolada z kakao z Ekwadoru.
Papryczka znajduje się na spodzie tabliczki. Smak jest delikatniejszy niż czekolady z Ghany. Papryczki nie czuć i dopiero po chwili pojawia się w ustach jej posmak. Zdziwniej i zdziwniej...

Podsumowując, jeśli miałabym cokolwiek zarzucić producentom, to jest to zbyt mała ilość dodatków, które osypują się z czekolady, kiedy łamie się ją na kostki.
Poza tym jestem zachwycona tymi czekoladami i polecam je każdemu :)

Na koniec mój osobisty ranking:
Miejsce IV: Grand Cru [70% kakao z Ghany]
Uzasadnienie: dobra, ale bez dodatków
Miejsce III: [70% kakao z Ghany] + prażone ziarno kakao
Uzasadnienie: dobra, dodatek ziaren pogłębia jej czekoladowość w porównaniu do Grand Cru
Miejsce II: [70% kakao z Ekwadoru] + chilli Peri-Peri
Uzasadnienie: świetna, zadziwiająco długo utrzymuje się ostrość papryczki

Ladies and Gentlemen, and the winner is...
Miejsce I:
[70% kakao z Ghany] + kwiat soli morskiej
Uzasadnienie: jak dla mnie i TeŻeta to ODKRYCIE ROKU!!


Ps. Jeśli post ten czyta ktoś, kto szuka pomysłu na prezent dla mnie lub TeŻeta (z okazji urodzin/imienin/Dnia Dziecka/świąt/bez okazji...), to poprosimy o kilka innych czekolad z Manufaktury Czekolady (np. z kakao z Dominikany, z bakaliami...) oraz czekoladę z kwiatem soli. Z góry dziękujemy ;)

środa, 5 października 2011

Moskiewskie Impresje - część 3 "Czar słodkości"

Rosja jest znana ze swoich słodyczy, a Rosjanie - z "miłości do słodkości" :) O słodkich napojach, już pisałam TUTAJ, a dziś subiektywny przegląd łakoci wszelakich.
Chyba najbardziej znanym, kultowym producentem słodyczy jest moskiewski "Красный октябрь" (spis firm przemysłu cukierniczego w Rosji TU). "Czerwony Październik" produkuje wiele różnych słodkości, ale najsłynniejsza jest mleczna czekolada "Алёнка":
Rodzajów cukierków w sklepach moskiewskich jest wiele. Czekoladowe i owocowe, w czekoladzie i bez, z nadzieniem owocowym i z alkoholem, chrupiące i ciągutki... Moimi faworytami w tym roku były owocowe Iryski. Ciągutki, mordoklejki, ale o smakach owocowych:
Znane i u nas мармелад (marmoladki) w cukrze:

Moim ukochanym "słodkim grzeszkiem" jest пастила (pastiła), czyli ususzona pasta, w której skład wchodzą: purée z jabłek, miód, cukier i białka jajek. Przejeżdżając przez Kołomnę (Коломна) nie wolno zapomnieć o wizycie w Muzeum Kołomieńskoj Pastiły (Музей «Коломенская пастила»). Poniżej uproszczona, przemysłowa wersja pastiły, która powstała w czasach ZSRR:

Również w lodówkach z nabiałem można znaleźć prawdziwe, słodkie skarby. Сырки (serki) to małe słodkości z twarogu, cukru, śmietany i aromatów w glazurze. W środku często znajdują się rodzynki, masa krówkowa, małe ciasteczko, варенье...
W Moskwie spotkałam się również z czekoladowymi serkami twarogowymi do smarowania pieczywa. Zazwyczaj w lodówce obok siebie leżą: serek o smaku śmietankowym, z koperkiem/natką pietruszki i właśnie czekoladowy, taki jak ten:
 Również ser topiony można spotkać o smaku czekoladowym:
Nie napisałam o wielu sławnych, ale przede wszystkim smacznych cukierkach, takich jak Белочка czy Мишка на Севере. Wybór bowiem w Moskwie jest ogromny i tak na prawdę, to każdy łasuch powinien sam pojechać, spróbować i znaleźć swoje ulubione słodkości. Potem trzeba jednak wrócić do domu i postarać się zgubić nadprogramowe kilogramy nabrane w Moskwie ;)

piątek, 23 września 2011

Moskiewskie Impresje - część 2 "Co pić w Moskwie??"

Co pić w Moskwie??
Wódkę??
Jest tańsza niż u nas, ale do śniadania się nie nadaje ;)
Kwas chlebowy??
Owszem, jeśli ktoś lubi. Ja, niestety, nie zaliczam się do jego amatorów...
Herbatę??
Zawsze i wszędzie można, ale należałoby przestrzegać reguł чаепитиа.
Coca - colę??
Owszem, w ramach zapobiegania problemom żołądkowym.

Są w Rosji napoje, których w Polsce albo nie ma, albo ciężko dostać, a w Moskwie są w każdym sklepie.
Mi osobiście do gustu przypadł:
ТАРХУН
"TARHUN"
Jest to, co prawda napój pochodzenia gruzińskiego (więcej informacji w Wikipedii). Tarhun można w Polsce kupić w sklepach w Otwocku (informator ściśle tajny ;) ) lub spróbować w restauracji Babooshka (prosić o lemoniadę gruzińską). A co to jest dokładnie tarhun??
Woda + kwas cytrynowy + cukier + ekstrakt z estragonu.
Słodkie, gazowane, lekko kwaśne z wyczuwalną nutą ziół. Dla mnie bomba!! :)
Nawet rosyjski oddział marketu Auchan sprzedaje ten napój pod własną marką:
Można kupić też tarhun wielu innych firm, np.:
a wszystkie tak samo smaczne :)
Ocena: 20/10 (porównaj: recenzja Babooshki) ;)

Kolejnym napojem, który przypadł mi do gustu jest:
Фрутинг
"Fruting"
zawierający kawałki owoców i dostępny w wielu smakach (w puszkach i butelkach). Napoje te są niegazowane z dość dużymi kawałkami owoców.
od lewej: aloes, winogrona, kokos z brzoskwinią.
Dla mnie osobiście najsmaczniejszy jest wariant aloesowy. Nie tylko ta marka napojów ma smak aloesu w swoim asortymencie. Tutaj więc pojawia się moje pytanie:
Dlaczego w Polsce kupić można tylko zagęszczony sok aloesowy w aptekach?
i mój apel do producentów napoi:
Wprowadźcie na rynek polski napoje na bazie aloesu!
Poproszę... ;)

Inny dość popularny (zwłaszcza latem) napój można znaleźć na półkach lodówek sklepowych. U nas jest to deser o dość zwartej konsystencji, jedzony zazwyczaj łyżeczką. W Moskwie można kupić, idealny do picia:
Кисель
"Kisiel"
O różnych owocowych smakach, idealnie chłodzi w upalne dni.
wersja o smaku borówki brusznicy (borówki czerwonej)

Inny napój, który można znaleźć na półkach sklepowych ma odpowiedniki również i u nas:
"Czekoladowy koktajl mleczny"

Na koniec napój lekko alkoholowy (9 % alkoholu), lekko gazowany, lekko słodki, lekko gorzki, lekko cytrusowy:
Gin Tonic
od lewej: z cytryną, z grapefruitem (grejpfrutem)
czyli drink już wymieszany w puszce. Akurat ten gatunek najbardziej mi zasmakował, idealnie nadający się na babskie wieczory :)

środa, 27 lipca 2011

Restauracja Babooshka - recenzja

W tym tygodniu na obiad zjedliśmy z TeŻetem solankę. W zeszłym tygodniu natomiast jadłam ją na spotkaniu z koleżanką w restauracji Babooshka. Jest to moje ulubione miejsce na spotkania z kuchnią rosyjską i z Agnieszką, z którą razem zgłębiamy tajniki języka, kultury i kuchni rosyjskiej...
RESTAURACJA BABOOSHKA
Kontakt:
Najłatwiej znaleźć kontakt na stronie internetowej: http://www.babooshka.pl/
Opinia własna właścicieli o restauracji: Babooshka: bistro z prawdziwą kuchnią rosyjską.
Opinia własna: Rosyjską i ukraińską :)
Lokalizacja:
Babooshkę można spotkać w Warszawie w trzech lokalizacjach. Zaczynając od najstarszej, na najmłodszej kończąc:
  1. ul. Oboźna 9 lok. 102
  2. ul. Krucza 41/43
  3. ul. Grójecka 18/20 
Opinia własna: Lokal na Oboźnej maluteńki, ale latem spokojny ogródek przed wejściem. Na Kruczej Babooshka jest większa, ale tuż przy ruchliwej ulicy, więc siedzenie na zewnątrz nie ma sensu. Na Grójeckiej nie byłam. JESZCZE nie byłam ;)
Wystrój:
I na Oboźnej, i na Kruczej wystrój słowiański, wiejski, drewniany, przytulny... A do tego dopasowana, ciemna zastawa. Galeria zdjęć pod TYM adresem.
Opinia własna: Swojsko i przytulnie. Zwłaszcza w zimowe wieczory, na Oboźnej... Jestem miłośniczką takich klimatów, więc dla mnie BOMBA!!
Jedzenie:
Bliny gryczane z łososiem - foto ze strony internetowej Babooshki
Kartę dań można znaleźć TUTAJ, a kartę alkoholi TUTAJ (razem z cenami). Galerię zdjęć dań znajduje się TU. Jest również menu lunchowe -  2 dania za niecałe 17 zł (niecałe 20 zł - 08.2012). Kiedyś, chyba na Oboźnej (a może na Kruczej...), widziałam też specjalne menu dla dzieci.
Opinia własna: Parę słów na temat potraw, które spróbowałam i na Oboźnej i na Kruczej. Lokalizacja nie ma znaczenia dla jakości dań. W obydwu lokalizacjach są super ;)
  • Solanka mięsna - dużo mięsa, kwaśność odpowiednia, oliwki są, kaparów brak (9/10)
  • Pielmieni: uzbeckie, sybirskie, moskiewskie, jakuckie i wiejskie - w kolejności od najbardziej ulubionych - podawane w rosołku - WYŚMIENITE!! (20/10)
  • Wareniki ukraińskie - i gotowane i obsmażane - BOMBA!! (10/10)
  • Manty z baraniną - ogromne, gotowane na parze, baranina w smaku zachwyca (9/10)
  • Bliny gryczane - bez względu na to czy tylko ze śmietaną, czy z łososiem czy też z kawiorem - BEZKONKURENCYJNE!!  (10/10); w wersji: bliny z kawiorem + 40 ml wódki dostają ode mnie (20/10)
  • Blinczyki - ok, zwłaszcza z jabłkiem pieczonym (8/10); wersja z bananem, jabłkiem, polane czekoladą i z bitą śmietaną - GRZECHU WARTA!! (10/10)
  • Oladi - ok, nic specjalnego, jak dla mnie (8/10)
  • Syrniczki - dla miłośników sernika; jak dla mnie zbyt "zapychające" (5/10)
  • Mors - zimny jest idealny latem, ale nawet w wersji "gorące, prosto z garnka" jest świetny. Warto pamiętać, że żurawiny to lekarstwo dla układu moczowego ;) (10/10)
  • Lemoniada gruzińska - wiele ciekawych smaków (10/10), ale lemoniada ESTRAGONOWA (Tarhun) to KLASA SAMA W SOBIE!!, chociaż na pewno nie każdemu ten oryginalny smak "będzie w smak" (20/10)
  • Piwo Obolon - ok, moja ulubiona wersja to pszeniczne niefiltrowane (8/10) (brak - 08.2012)
  • Piwo Baltica - ok, ale czuć, że to wersja produkowana na export (9/10) - 08.2012
Podsumowując: Smacznie, tanio, szybko, domowo, przytulnie. Moje ulubione zestawy to:
  1. pielmieni uzbeckie + bliny z łososiem + piwo Obolon pszeniczne, niefiltrowane + blińczyki z bananem, jabłkiem, czekoladą i bitą śmietaną + lemoniada estragonowa (tarhun)
  2. manty z baraniną + mors + bliny z kawiorem + 40 ml wódki
  3. solanka + pielmieni uzbeckie + bliny z łososiem + piwo Baltica 7 - 08.2012
Obsługa:
Opinia własna: Obsługa miła i kompetentna, wielonarodowa, słowiańska.
PODSUMOWUJĄC: Warto wybrać się do Babooshki. I na szybki obiad, i na pogaduchy z kumpelą, i na spokojny wieczór z bliską osobą. Mała podpowiedź - warto wcześniej zarezerwować stolik :)
Ze względu na moją miłość do pielmieni, wareników, mantów (mant??) i blinów nigdy nie doszłam do "dań głównych". Przede mną jednak jeszcze wiele wypadów do Babooshki...

wtorek, 12 lipca 2011

Restauracja Valadier - recenzja

Dawno mnie nie było... Obrona doktoratu pochłonęła mnie całkowicie w zeszłym tygodniu, a w weekend nareszcie mogłam odpocząć po całym tym stresie wywołanym obroną:)
Dziś na obiad była zupa pomidorowa od Mamy (za którą serdecznie Mamie dziękujemy!!) i pierś z kurczaka z patelni grillowej z warzywami na parze. Nic wyszukanego... W związku z tym dzisiaj szybki wpis nie stricte kulinarny - recenzja restauracji, do której zabrałam moich Gości po obronie:
RESTAURACJA VALADIER - NIEISTNIEJĄCA JUŻ
Kontakt:
Najłatwiej znaleźć kontakt na stronie internetowej: http://valadier.pl/
Opinia własna właścicieli o restauracji: Włoska skromność, Francuzka precyzja, Polskie smaki.
Opinia własna: Przymiotniki należy pisać małą literą ;)
Lokalizacja:
Restauracja mieści się w Warszawie, w willi na skrzyżowaniu ulic Madalińskiego i Łowickiej. Oficjalny adres: ul. Łowicka 37.
Opinia własna: Restauracja położona lekko na uboczu, ale świetnie skomunikowana z resztą Stolicy.
Wystrój:
Restauracja mieści się w dwu(?)poziomowej, przestronnej willi, ładnie urządzonej, z  przeszklonym tarasem na piętrze i małym gabinetem, w którym mieści się jeden stół:
zdjęcia pochodzą ze strony http://valadier.pl/
Opinia własna: W słoneczny dzień przeszklony taras wydawał się nie najlepszym pomysłem. Zrezygnowaliśmy z niego na rzecz gabinetu. Przy sześcioosobowym stole w pięć osób nam było wygodnie, ale kelnerom lekko ciasnawo.
Jedzenie:
Kartę dań można znaleźć TUTAJ, a kartę win TUTAJ (razem z cenami).
Opinia własna: Parę słów na temat potraw, które spróbowałam. Potrawy dobierałam wg kodu "dziś dziczyzna".
  • Carpaccio z różowej piersi kaczki, marynowane w mazurskim miodzie, słodkiej musztardzie i staropolskim krupniku - WYŚMIENITE (10/10)
  • Wykwintny rosół z bażanta z kiełbasą z dzikiego ptactwa - nic nadzwyczajnego w smaku (7/10)
  • Schab z dzika marynowany w tymianku, oregano z kopytkami i sosem Poivre - w porządku, lekko podsmażone kopytka nie powalają, ale za to jabłko, na którym podano schab, warte grzechu; POLECAM GORĄCO (9/10)
  • Szarlotka Valadier - interesujący kształt, podana z lodami, bardzo typowe danie (5/10)
Podsumowując: smaczne, ładnie zaaranżowane potrawy, ale bez fajerwerków (poza kaczką, która była boska). Jakość w stosunku do cen jest ok :)
Obsługa:
Opinia własna: Bardzo miła na etapie planowania menu i wyboru stolika. W trakcie obiadu również. Widać było jednak, że panom kelnerom było trudno obsługiwać duży stół w małym gabinecie. Trzeba też zauważyć, że dość długo czeka się na dania...
PODSUMOWUJĄC: Warto wybrać się na obiad/kolację do Valadiera. Jedzenie smaczne, ceny w porządku, jak na restaurację tego typu czyli "restaurację zaręczynowo-rocznicowo-okazyjną" ;) Następnym razem (a wrócę tam na pewno) na kolacji w Valadierze planuję spróbować owoców morza...

piątek, 24 czerwca 2011

Ser smażony - recenzja

Uwielbiam SER SMAŻONY!!!
Przez wiele lat nie mogłam znaleźć go w sklepach, ale od kilku tygodni mam namierzony mały sklepik na moim osiedlowym bazarku, w którym co piątek jest nowa dostawa tego przysmaku.
Smak sera smażonego poznałam wiele lat temu na Mazurach, co samo w sobie jest dziwne, bo jest to produkt regionalny z Wielkopolski. Jak widać na zdjęciach, produkowany przez OSM TOP-TOMYŚL.
Jest to ser tradycyjny, wpisany na listę produktów tradycyjnych i tam właśnie można poczytać o jego historii czy sposobie wytwarzania. W wniosku o jego rejestrację można znaleźć jeszcze szerszy jego opis. Ma charakterystyczny zapach, który co delikatniejszych może odpychać - trochę jak lekko śmierdzące skarpetki ;) Z drugiej strony, miłośnicy serów o aromacie "zabijającym na miejscu", mogą uznać zapach za zbyt delikatny. Na zdjęciach obok przedstawiona jest wersja sera smażonego z kminkiem, która jest moją ulubioną :)
Obrazu sera smażonego dopełnia jego ciężko rozsmarowująca się konsystencja. 
Porównując zdjęcie przedostatnie (z godziny 12:08)

z ostatnim (z godziny 19:30) widać, jak ser  smażony podlega prawom fizyki - układ samorzutnie dąży do przyjęcia najniższego możliwego poziomu energetycznego ;)




TU znaleźć można recenzję sera smażonego z 2009 roku. Ciekawostka: wzór opakowania trzyma się dzielnie od lat. Już chyba stał się klasykiem :)

Gorzej, że cena od 2009 roku wzrosła. U mnie (w małym sklepiku, na osiedlowym bazarku, w Warszawie) opakowanie 200 g kosztuje już 6 zł. Warto jednak skusić się na niego chociaż raz :)

POLECAM!!!

WARTO!!!